podwojna dawka adrenaliny

najpierw rano – wizyta u ginekologa. byl delikatny i byl mily, ale tak czy siak, lezenie z rozstawionymi nogam tuz przed twarza faceta jest dla mnie krepujace i tyle. mam to juz za soba, w czwartek bede znac wyniki. po wyjsciu ze szpitala, czulam sie zupelnie wypompowana.

a wieczorem poszlam na XCO: rodzaj fitnessu, gdzie skacze sie i wymachuje puszka wypelniona czyms grzechoczacym. troche sie obawialam, czy sobie poradze, ale nic prostszego, szybko zlapalam rytm (latynoska odmiana techno:DDD) i w mokrym podkoszulku, ale z usmiechem na twarzy, opuscilam po godzinie sale cwiczen. super. to sa idealne cwiczenia na faldki na plecach i boczki:-)

gra przeboj

wczoraj wieczorem na chybcika zrobilam w pol godziny gre. zgapilam z mojej ostatnio ulubionej strony: http://skaczacwkaluzach.blogspot.com/

zrobilam ja, bo mi sie spodobala, bo latwa do wykonania (moja nie wyglada tak profesjonalnie, jak ta u Magdy), bo akurat wszystko lezalo w zasiegu reki: po podlodze ”walala” sie przykrywka od pudelka do kozakow z zeszlego roku, wiec na niej narysowalam plansze. w lazience znalazlam perfumy, ktore dostalam od chrzestnej pol roku temu – z pudelka zrobilam kostke do rzucania, pionkami byly guziki, ktore ostatnio odcielam od starych ubran. i jeszcze sciage do wyrazow szybko wyrysowalam na kawalku papieru. uzylam kilka wyrazow z kregu zainteresowania moich chlopcow, czyli: samolot, auto, pilka, waz i dwa krotkie: dom, but.
nie przypuszczalam jednak, ze ta gra tak przypadnie chlopakom do gustu. myslalam, ze jej prostota szybko ich znudzi. gdzie tam. tak dlugo gralismy, ze Bizon wszystkie slowa w koncu na kostce rozpoznawal.
cos mi sie wydaje, ze dzis zrobie wersje zwierzeca, czyli na kostce beda sylaby dzwiekonasladowcze, typu MU, BE, IA, HAU, MIAU, SSSS, a na planszy narysuje zwierzeta. 

Polak musi po swojemu…

bedzie o zbiorce pieniedzy.
scenka z kosciola holenderskiego:
kolektanci podaja koszyk pierwszej osobie z brzegu lawki i ta podaje ten koszyk nastepnej, a ta nastepnej, az do konca lawki. ostatnia osoba w lawce obraca sie do tylu i podaje koszyk pierwszej osobie, jaka za nia stoi, a ta podaje nastepnej i nastepnej i nastepnej, az koszyk dochodzi do kolektanta, ktory robi kroczek w prawo (badz w laewo, zalezy po ktorej stronie kosciola, nawy stoi). koletant nie musi wyciagac reki, chodzic z obydwu stron, wypinac tylka, tylko robi kroczki w bok i zanosi koszyk do zakrystii.
scenka z polskiej mszy odbywajacej sie w Holandii (co tydzien, od jakis 6 lat): rozne opcje, ale najczesciej te dwie:
1. kolektanci nie wypuszczaja koszyka z rak, tylko wybiagaja sie, napinaja, obchodza z lewa, z prawa, bo jeszcze by kto ten koszyk porwal.
2. kolektant podaje koszyk pierwszej osobie i ta czuje sie zobowiazana przejac role kolektanta z punktu 1., czyli wygina sie, obsluzy z przodu, z tylu, obok, na koniec wrzuci sama i odda koszyk stojacemu obok kolektantowi.
czasami jednak zdarza sie tak, ze i kolektant i kilka parafian chce ulatwic sobie zycie i zebrac skladke tak jak to robia Holendrzy, czyli szybko, gladko, latwo i sprawnie, ale znajdzie sie jakis niekumaty, czy raczej ”zrobie to po swojemu” i bedzie tak jak dzis: kolektant podal koszyk z tylu. koszyk, sadzac po odglosach, a raczej ich braku, poszedl gladko przez cala lawke, z reki do reki, ostatnia osoba z tylnej lawki podala koszyk do ”mojej lawki”. a w ”mojej” lawce ja stalam pierwsza z lewej, pozniej przerwa i na koncu 3 panowie. jak sie jeden pan do koszyka dorwal, to kolegow obsluzyl, ale ja najwyrazniej na zaufanie nie zasluzylam, wiec koszyk powedrowal do przodu (mimo ze sie przysunelam, zeby pan nie musial do mnie sie wyciagac). z przodu znow przeszedl sprawnie z prawa do lewa i trafil do rak kolektantki, ktora usmiechnela sie do mnie i zamiast zarobic krok do przodu, cofnela sie w moim kierunku, zeby i ode mnie cos dostac. 
i tak jest co niedziela.
nie rozumie, dlaczego polscy parafianie nie moga sie nauczyc tak latwego, prostego, sprawnego systemu. dlaczego Holendrzy moga?
i tak jest na kazdym kroku. Holendrzy zawsze o 10.00 i 15.00 maja czas na kawe, czy sie wali, czy sie pali, kawa musi byc, a i tak robote na czas zrobia. u Polakow ciagle brak organizacji, pomyslunku, wydajnosci. tak przynajmniej ja to widze… (choc oczywiscie nie zawsze i nie wszedzie;))

powtorka z rozrywki

dzis Bizon przypomnial mi jak to bylo 3 lata temu, dlaczego nie chcialabym wrocic do tego okresu, dlaczego dosc smutno go wspominam, dlaczego tak malo pamietam z rozwoju Szkraba: Bizon dal czadu. tak dal czadu, tak mnie wymeczyl swoim wyciem jak wtedy, gdy mial 2-3 lat. koszmar. wstal wyjac (za wczesnie), ze szkoly wrocil wyjac, spazmujac, swidrujac mi w uszach swoim potwornie wysokim mialczeniem, a dzis… lekcja gry na skrzypcach. 

nawet nie smialam zaproponowac cwiczenia zanim pojedziemy na lekcje. choc gdy wsiadalam do samochodu, juz mialam nadzieje, ze najgorsze za nami, troche sie uspokoil. ale pech chcial, ze tuz przed samochodem sie przewrocil i obdrapal ramie:/ w samochodzie bylo ok, a pozniej… o nie idzie na lekcje. kuzwa!!!!!!!!!!!!!!
te humorki i zmiennosc z ”chce” na ”nie chce” sa u niego gorsze niz u kobiety z pms-em i zgorzkanialej starej panny razem wzietych. jk wezmie skrzypce do reki, odplywa. widze, ze sprawia mu to wielka przyjemnosc, uspokaja, wycisza. jak mamy zaczac cwiczenie czy jechac do nauczycielki, cos w niego wstepuje i tylko na przekor.
dzis najpierw nie chcial wyjsc z samochodu. pozniej nie chcial wejsc do srodka – pozwolilam mu zostac na podworku, a sama poszlam wyjasnic nauczycielce, ze Bizon dzis ma tak zly humor, ze nie wiem, czy lekcja dojdzie do skutku. nauczycielka dowsiadczenie ma, wiec zwiela ode mnei skrzypce, glosno poprosila Szkraba, zeby je wyjal – w tym momencie glowa Bizona kuknela w drzwiach, zeby sprawdzic, czy Szkrab rzeczywiscie moze dotknac JEGO skrzypiec i wszedl do przedpokoju. ale dalej wjesc nie chcial. 
nauczycielka zaczela skrzypce stroic. mowie do Bizona, chodz, posluchaj. ”ale tylko poslucham” i wszedl do pokoju. 
bylo mi wstyd przed ta kobieta – tak jak mi bylo wstyd, gdy Bizon mial 2 lata i za chiny nie chcial wejsc do gabinetu lekarskiego, do fryzjera, do kribbelgruppe, itp. gdy sie darl, jakbym go ze skory obdzierala, gdy kladlam go spac, gdy chcialam ubrac, zeby wyjsc na spacer, gdy w nocy zamiast mamy szedl do niego tata. 
szybko sie zapomina… pamiec wypiera te nieprzyjemne sceny. dzis sobie przypomnialam jak Bizon dal mi popalic. i dlaczego Szkrab byl tym ”latwiejszym”. 
mam nadzieje, ze byl zwyczajnie niewyspany (wstal o 6.00), zmeczony po calym tygodniu, tym bardziej, ze to dopiero drugi tydzien szkoly, a weekend tez byl dosc meczacy, bo urodziny tescia swietowalismy dwa dni. mam nadzieje, ze to tylko dzis i ciesze sie, ze to juz weekend i troche odetchne po tych 5 dniach siedzienia i byczenia sie w domu;) 
wracajac do skrzypiec… mam strasznie mieszane uczucia. bo caly czas twierdze, ze nie chce Bizona do nich zmuszac, a jednoczesnie nie chce, zeby zbyt latwo sie poddal. a to dlateg, ze widze, ze ta muzyka bardzo dobrze na niego wplywa. do dzis myslalam, ze to sobie moze wpieram, ale po lekcji nauczycielka powiedziala ”widzisz, jak sie wyciszyl i zrelaksowal?” widzialam.
__________________
dzis Bizon przyniosl ze szkoly nowine, ze pewien kolega powiedzial, ze Bog jest dupkiem (ten ojciec, ktory tak bije mame, ze krew jej z nosa leci…). spontanicznie odpowiedzialam, ze widocznie on nie zna Boga i dlatego tak mowi. jednoczesnie smutno mi sie zrobilo. 

dzikuska

w najblizszy wtorek ide na badanie ginekologiczne – nie boje sie badania (kolposkopia… nigdy wczesniej o tym nie slyszalam, na szczescie istnieje wikipedia;), nie boje sie wyniku badania, za to potwornie stresuje mnie fakt, ze bedzie prowadzil je facet. ponoc z wieloletnim doswiadczeniem, ale przeciez to moze byc 40-letni superprzystojny facet;) a tu przychodzi pacjentka ze zjechanym podwoziem…

i nie przekonuja mnie tlumamczenia, ze on setki takich podwozi juz widzial, ze na nim to zadnego wrazenia nie robi, dla mnie facet to facet.
bylam na wakacjach w Polsce u faceta ginekologa – pierwszy raz w zyciu poszlam do faceta. i wiecej nie pojde. zle sie czulam i juz. teraz wyboru nie mam i juz ze sciskiem w zoladku chodze. 
a na dodatek boje sie, ze @ zamiast w czwartek zawita dwa dni wczesniej, bo to przeciez zawsze tak jest….
wiem, dzicz jestem. i nie potrafie sie przemoc.
 

inteligencja techniczna

rozmyslam o niej od pewnego czasu. od czasu, kiedy uswiadomilam sobie, ze wiekszosc dzieci znajomych, dzieci w wieku przedszkolnym, ma dostep do sprzetu typu cd-, dvd-odtwarzacz czy komputer i sami je obsluguja. 

a nasze dzieci nie. my im nie pozwalamy. na poczatku zabranialismy, bo balismy sie, ze cos zepsuja (szczegolnie Szkrabowi wszystko sie w rekach pali – ostatnio chcial zamknac odkurzacz, gdy zmienialam worek – tak go zamknal, ze zlamal uchwyt do worka:/), a teraz bardziej zeby miec kontrole nad tym, co nasze dzieci ogladaja i w jakich ilosciach (i znow: Szkrab telewidzem nie jest, po mnie chyba;) za to Bizon pewnie pol dnia by ogladal, gdybym pozwolila…).
w pewnym momencie zaczelam sie bac, ze moze my nasze dzieci w ten sposob blokujemy – hamujemy, a przynajmniej nie stymulujemy rozwoju ich inteligencji technicznej… pozniej poszlam po rozum do glowy i doszlam do wniosku, ze my chlopcow inaczej stumulujemy: np. pod okiem taty mogla ”prawdziwie” majsterkowac, co tez poniekad jest technika:) pozwalam im uzywac mojego miksera, gdy ubijam bialka, czy bita smietane, pozwalam im wlaczyc ekspres do kawy, cwiczymy otwieranie drzwi i zapiecia do roweru kluczem, wiec chyba tak zle z tym rozwojem nie jest.
podzielilam sie jednak swoimi rozwazaniami z kolezanka, mama Milana – Milan w grudniu skonczy 3 lata i potrafi sobie sam wlaczyc bajke na dvd. kolezanka przyznala, ze nauczyla Milana obslugi dvd dla swojej wygody, zeby nie musiala chodzic tam i z powrotem i kucac za duzo;) no coz, ja tam hyperaktywna jestem (po kims ci nasi chlopcy to maja;)), wiec mi taki pomysl do glowy nie przyszedl. ja dalej temat inteligencji technicznej drazylam. kolezanka na to:
– nie martw sie, tak czy siak, wkrotce przeciez im komorki bedziesz musiala kupic.
a ja zglupialam. dlaczego??? wkrotce??? ale po co? 
– jak pojdziesz do pracy, to dobrze, zebys miala kontakt z dziecmi.
niby tak, ale… ja myslalam, ze skoro dzieci beda najpierw w szkole a potem w swietlicy badz moze z niania (mam nadzieje, ze znajde jakas polska nienie, ktora odebralaby chlopcow o 15.00 ze szkoly, przyprowadzila do domu, dala zupe, przypilnowala na spokojnie, bo jakos mi szkoda tych maluchow, zeby od 8.30 do 18.00 poza domem siedzialy…), a tam telefon jest, wiec gdyby cos sie chlopakom stalo, to przeciez nauczycielka, opiekun, niania beda wiedzieli, gdzie zadzwonic.
kolezanka na to, ze jak chlopcy chcieliby zadzwonic, to nie beda mogli. hmmm. ja uwazam, ze jak pracuje to pracuje, a nie pogawedki z chlopcami (czy lubym;)) uprawiam. jak sprawa pilna, to opiekun dziecka do mnie zadzowni, a jak nie, to ja pracuje, a chlopcy sie ucza, bawia, odpoczywaja i czekaja az wroce do domu…
zupelnie nie moge zaskoczyc rozumowania kolezanki. a ona mojego;)
ja mowie, ze dzisiaj komorki bez dostepu do internetu chyba juz niestnieja, a nad tez chce miec kontrole – jak interent, to w domu, w obecnosci lubego badz mojej, a nie na komorce. Bizon jest dosc zdyscyplinowany, a Szkrab… juz ponoc daje czadu w przedszkolu, to dam mu komorke i bede slyszec ze szkoly, ze Szkrab zamiast sie uczyc, bawi sie komorka;)
no nie, nie widze 5-latkow z komorka. 

”przyjazni” dzieciom

bylam dzis ze Szkrabem w przychodni – chyba infekcja siuraska, bo cos go pobolewa od kilku dni. Szkrab podekscytowany, bo mail nasikac do pudelka, ja zadawolona, bo nie zostalismy zbyci ”zeby poczekac” (no dobra, troche naklamalam – siurasek boli od 3 dni, a ja powiedzialam, ze od tygodnia;)), jutro wyniki analizy, zobaczymy.

w poczekalni kacik dla dzieci, w gabinecie lekarskim tez, super. ale mina mi zrzedla gdy wsrod zabawek zobaczylam… harmonijke ustna:/ pelna higiena!!! przykazalam Szkrabowi, zeby nie przykladal harmonijki do ust i oddalam sie rozmyslaniom na temat: czy to ja przesadzam z higiena, czy Holendrzy nie maja podstawowej wiedzy o przenoszeniu sie chorob.
i dziwic sie, ze po tygodniu szkoly Bizon zasmarkany: jedzenie bez mycia rak, instrumenty przechodza z ust do ust…
Holendrzy sa przyjazni dzieciom, ale czasami ich bezmyslnosc czy ”luz” mnie denerwuje.

piatkowo

dzis Bizon mial pierwsza prawdziwa lekcje gry na skrzypcach. przed wakacjami byl na lekcji probnej, a teraz juz sie zaczelo na serio: dostal ksiazke do nauki i ma zadania domowe: cwieczenie 2 x 5 minut codzinnie! przyznam, ze bedzie to wymagac takze samodyscypliny ode mnie, zeby Bizona dopilnowac, a wlasciwie, zeby wyrobic mu nawyk, tak, ze po jakims czasie, sam bedzie pamietal o cwiczeniach.

pani znowu zachwalala swietna pamiec muzyczna Bizona i poczucie rytmu. przyznam, ze mile sa takie slowa. ja sama bylam pod wrazenem, gdy Bizon bez problemu wyklaskal cala piosenke. nauczycielka nie powiedziala ”wyklaszczemy”, tylko ”zagramy piosenke rekoma”. Bizon popatrzyl na mnie, jakby pani cos na rozum siadlo:DDD ale szybko sie skupil i gdy pani wyjasnila mu, ze melodia idzie w glowie, a raczki do niej klaszcza, Bizon w mig zalapal. 
mielismy pecha, bo… smyczek pekl. i nie, nie od rzepolenia Bizona: otworzylismy futeral, wyciagamy smyczek, a tam kawalek pekniety:/ ani nam futeral nie spadl, ani smyczkiem nie rzucalismy, nie wyginalimy… nie wiem, dlaczego tak sie stalo. pewnie bede musiala za niego zaplacic:(

dzis tez luby z tesciem polozyli nowa podloge w kuchni i stolowym. nie planowalismy zmiany, ale po tym jak luby musial kuchnie porozkrecach, powynosic jej elementy do stolowego, podloga zostala juz dobita. wczesniej mielismy sosne, teraz cos bialawo-szarego, jakby kora brzozy. cieszy mnie ta zmiana, bo lubie jasne kolory. 
dzis tez moj rozsadek ulegl pozadaniu i nabylam buty, ktore od dwoch tygodni staly na wystawie i kusily… 
http://www.sacha.nl/shop/women-shoes/Dames-gesloten-pump/2×7378. nie dalam rady sie oprzec. z oszczednosci uskubalam:/ w rzeczywistosci, kolor jest bardziej ”wsciekly”.
i tak nam minal piatek.
a jutro Bizon zaliczy pierwsza lekcje plywania. o to sam nie prosil, ale na plywaniu bardzo mi zalezy. to jedna z bardzo niewielu rzeczy, do ktorych mam zamiar chlopakow pchac. bo w Holandii pelno kanalow i slyszy sie, ze ktos wpadl do wody. na tutejszych kursach plywania, uczy sie dzieci ”normalnego plywania”, a pozniej plywania w ubraniu – wlasnie po to, by dziecko umialo wyplynac z wody, gdyby znalazlo sie w niej przypadkowo.
jutro jedziemy tez do tescia na urodziny. bedzie grillowanie. zaloze groszki i nowe buty:D

mial byc

tak, Szkrab zapowiadal sie na spokojne, flegmatyczne i ulegle dziecko. niestety, te klimaty nie pasuje do naszej rodziny;)

dzis Szkrab zaliczyl trzeci dzien przedszkola i po raz trzeci pani przebakuje, ze krnabny. ”nic nie szkodzi”, mowi, kiedy ja probuje sie dowiedziec, co takiego Szkrab wyprawia. nic nie szkodzi – moze pani, ale mi szkodzi. a mial byc tym spokojnym dzieckiem…
mial byc, bo jako noworodek bardzo malo plakal, jako niemowle jeszcze mniej – on tylko ciumac chcial. jak dostal ”cium” to swiat byl rozowy. proste. ale okres ciuma juz minal a dziecko zmienilo sie w buntownika. daje nam popalic. 
jak to sie zmienia… Bizon w wieku tak od 6 miesiecy do 3 lat strasznie dal nam popalic swoim wyciem, placzem, darciem sie i on byl ”ten trudny”. Szkrab przy nim to latwizna… byla. bo teraz Bizon sie opamietal (choc tez swoje za uszami ma – czesto podjudza Szkraba, dokucza mu slownie, ostatnio ”gruby kreci sruby, sruba peka, gruby steka” – a nauczyl go tego chyba dziadek:/), to Szkrab daje czadu. 
mialam nadzieje, ze przedszkole go utemperuje, ze jego niesmialosc zredukuje jego krnabne zapedy. wyglada na to, ze nie. 
w koncu udalo mi sie z pani wyciagnac, co takiego robi Szkrab: ”rzadzi”. aaa, to ma po mnie;) 
”bo jak dzieci maja isc siku, to Szkrab odmawia i mowi, ze mu sie nie chce”. jak mu sie nie chce, to ja go w sumie rozumiem… ja tez nie chodze siku jak mi sie nie chce;)
przyklad sie pani nie bardzo udal, ale ja wiem, jakie dziecko mam i wiem, ze pani nie zmysla;) 
juz sie boje, co to bedzie dalej… 

oddycham z ulga:)

mamy skrzypce. bez krzyku, bez scen. 

a wszystko dzieli lubemu, ktory przeprowadzil meska rozmowe, a wlasciwie to sprytnie podszedl Biona: powiedzial, ze on przeciez nigdy nie slyszal jak Bizon gra! powiedzial, ze ani Szkrab ani tata, ani nikt inny nie slyszal jak Bizon gra, wiec moze Bizon w ogole nie potrafi grac?
Bizon oczywiscie bardzo sie oburzyl i postanowil udowodnic, ze potrafi grac, a do tego potrzebne sa skrzypce;) a jak sa skrzypce, to i na lekcje gry trzeba jechac.
poszlo:-)
w piatek pierwsza lekcja. 
******************
Szkrab jak skrzypce zobaczyl porzucil plany zakupu kombajna i postanowil duecik z bracianem utoworzyc. jak oni mi we dwoje zaczna rzepolic… tylko zatyczki do uszu mnie moga ocalic od szalenstwa.