tyle tych wiesci, ze nie wiadomo od czego zaczac.
moze od konca?
dzis zaliczylam wielkiego stresa dzieki Szkrabowi. poszlismy do malpiego gaju (nie znosze, ale czego sie nie robi dla dzieci…, ktore malpi gaj kochaja:/) i Szkrab po jakis 4 godzinach szalenstw tak niefortunnie spadl wzdluz sznurowej koszorury, ze juz myslalam, ze albo zebra polamane, albo cos w srodku pekniete:/ chyba jeszcze nigdy nie slyszalam go tak przerazliwie placzacego z bolu. nie mogl isc, nie mogl siasc, nie mogl mi z bolu powiedziec, co sie dokladnie stalo. podnislam koszulke, a tam takie obdrapane rany, jakby go ktos jaks deska poobkladal – wszystko wokol zeber, na brzuchu i na plecach. wynioslam go wiec na rekach, wsadzilam na rower, on w tymczasie wyl z bolu (i chyba szoku) i pognalam do razu do naszej przychodni.
Bizon kolo mnie na swoim rowerze, co bylo dosc niebezpieczne, bo miasto nam ”upiekszaja” i jestpotwornie rozkopane, czesto rowerzysci jada obok autobusow, a Szkrab tak zawodzil, ze nie slyszalam swojego glosu i nie mialam pewnosci, czy Bizon slyszy moje komendy co do kierunku jazdy.
Dojechalam klejaca sie od potu, na szczescie lekarz domowy przyjal nas w ciagu 10 minut. Szkrab w miedzyczasie ochlonal, ja tez i jak sobie popatrzylam na niego w poczekalni, to ocenilam, ze chyba strachy na lachy;) lekarka go zbadala i wykluczyla wewnetrzne obrazenia, za to potwierdzila, ze zebra poobijane, ze jest to potworny bol i niestety, przez najblizsze 2 tygodnie Szkraba bedzie bolec przy bieganiu, skakaniu, zginaniu sie, itp.
trudno. bol to bol. minie. najwazniejsze, ze Szkrab ”tylko” obity (wyglada potwornie), a nie polamany.
w malpim gaju mialam jeszcze inna przygode. byla tam Polka. o tym, ze Polka, zorientowalam sie, jak swoim bardzo nieprzyzwoitym zwyczajem, rzucilam okiem na okladke ksiazki lezacej na lawce obok: Jerzy Pilch ”Wiele demonow”. Ale akos nie mialam nastroju do pogawedek, do zawierania nowych znajomosci, mialam swoja ciekawa ksiazke,w ktora dalam nura. Kiedy sie ta Polka zorientowala, zem i ja Polka, tego nie wiem. Ale zorientowala sie, bo kiedy Szkrab zlecial i probowalam sie od niego dowiedziec skad zlecial i jak upadl, Polka zaczela do mnie cos mowic. Niestety, w huku, jaki panuje w malpim gaju, w wyciu Szkraba i jeszcze pod wplywem adrenaliny, ktora oczywiscie mnie nie zawiodla, nic nie slyszalam. wiec nieuprzejmie olalam Polke: wzielam Szkraba na rece, zlapalam jeszcze w locie torbe i Bizona i wybieglam z malpiego gaju, zeby w ciszy uspokoic Szkraba, siebie i dokonac ogledzin zewnetrznych. pozniej glupio mi bylo przed ta kobieta, bo przeciez chciala pomoc, chciala mi powiedziec to, czego Szkrab nie byl mi w stanie przekazac, a ja jej ucieklam.
ale jest cos takiego, nie do opisania slowami, ani obrazami, cos w aurze (?) czlowieka, co podpowiada, czy chce sie z ta osoba miec do czynienia, czy nie. mi ta Polka od poczatku nie podeszla. bez powodu. irracjonalnie. zawsze drecza mnie wyrzuty w takiej sytuacji. bo jak tak mozna kogos nie lubic ”bo tak”. jak pomysle, to mnie w tej Polce przeszkadzal glos. ale nie tylko. jej mowa ciala, jej chod, jej wzrok…
i tak to jakos glupio wyszlo.
oprocz tego w malpim gaju dokuczyl mi smrod. cos potwornego. jakby myszami smierdzialo. dzieciom oczywiscie nic nie przeszladzalo;) wiec juz zaczelam sie zastanawiac czy ja w ciazy nie jestem, jak tak mnie ten zapach oslabial… nie, nie ma szans;) na szczescie, nos sie z czasem oswoil.
w malpim gaju zauwazylam znow, ze sa dzieci, ktore zachowuja sie jakby samie nie potrafily sobie zorganizowac zabawy i zazdroscily, ze inni potrafia sie swietnie bawic. i tak moje chlopaki, jak w domu kloca sie niemilosiernie, tak na wyjsciach solidaryzuja sie i ladnie sie razem bawia. dzis tez zorganizwali sobie zabawe z pilkami i rura wsysajaca te pilki. i juz jeden chlopak zaczal im na zlosc zajezdzac autem dziury do rury, a z kolei inna dziewczynka zaczela z rzucac tymi pilkami w glowy chlopakow… najpierw siedzialam cicho i obserwowalam: chcialam wyczaic, skad to dokuczanie, czym moi mogli te dzieci wkurzyc (doszlam do wniosku, ze fajna zabawa…), jak moi rozwiaza sprawe (wolali ”przestan”, a pozniej Szkrab, niestety, moja krew, bluznal kilka razy, dzieci odbluznely i dalej utrudnialy zabawe), w koncu Bizon popatrzyl w moja strone, to ja sobie spokojnym krokiem podeszlam, spytalam o co chodzi, Bizon przy dzieciach mi na nie naskarzyl i co? i nic. na dzieciach to nie zrobilo wrazenia. wiec przybralam grozna mine, wlaczylam grozny ton i huknelam, ze chlopak ma odjechac samochodem od rury, a dziewczynka ma przestac rzucac pilkami. po chwili to samo… dopiero jak zapytalam dzieci czy mam je wykopac z sali, spojrzaly na mnie ze strachem i omijaly moich szerokim lukiem.
takich dzieci jest wiecej. zal mi ich. nawet w piaskownicy, moi kapia a to kanal, a to zamek, a to garaz, ukladaja z patyczkow most zwodzony, z kamyczkow wykladaja dno rzeki, z lisci robia flagi do baszt, a sa dzieci, ktore najpierw z boku obserwuja (a ja obserwuje je, bo juz wiem, co jest grane) i pozniej powolutku podchodza, niby nic nie planuja, niby ida boczkiem a nagle ciach, noga wdeptuje w most zwodzony… tak, o, przypadkiem. teraz juz potrafie wylapac na czas zamiary takich delikwentow i na ogol udaje mi sie zapobiec katastrofie, ale nie raz byly lzy i zale.
tyle wrazen z malpiego gaju.
inne wrazenia, z innych miejsc i dni zachowam na kiedy indziej.







































